Jak nie zmieniać się w Janusza i Grażynę?

Większość czytających zestawienie “Janusz i Grażyna” od razu ma już pewnie przed oczami wyobrażenie wąsatego pana z mięśniem piwnym i panią z farbowaną trwałą, posturą przypominającą sześcian. Ale nam głupio, bo co, jeśli to Wy, czytający, jesteście Januszem albo Grażyną? Dlatego tych imion użyliśmy tylko w tytule, żeby było wiadomo, o co chodzi. Teraz postaramy się być bardziej precyzyjni i zastanowić się nad tym, co zrobić, żeby w związku fajnie wykorzystać wspólnie wolny czas.

Kilka miesięcy temu wzięliśmy ślub. Niedługo tyknie nam kilka lat bycia razem. Na usta ciśnie się pewna analogia. Robiono kiedyś interesujący eksperyment. Postawiono ludzi w dwóch różnych sytuacjach – jednej łagodnej, neutralnej, a drugiej wzbudzającej w nich lęk, że mogą źle wypaść. Np. kobiety, którym przed badaniem nie powiedziano, że gorzej niż mężczyźni wypadają w zadaniach typowo “męskich” jak np. zadania logiczne, radziły sobie lepiej niż te, którym przypomniano o tym stereotypie.

Wyniki te wielokrotnie potwierdzono w różnych warunkach i dzisiaj efekt ten nazywamy “zagrożeniem stereotypem”. Może zastanawiacie się, co ma piernik do obrączek, ale zaraz zaraz… Jaki znacie stereotyp małżeństwa łamane przez długiego związku łamane przez mieszkanie razem łamane przez cokolwiek chcecie w tym rodzaju?

Potencjalny scenariusz I – brak zainteresowania

Wieczór, godzina 19, on (Niejanusz), siedzi przed komputerem, czyta o najnowszych modelach smartfonów i scrolluje memy. Ona, czyta książkę i ogląda jutuba. Godzina 20. On (Niejanusz), siedzi przed komputerem, czyta o najnowszych modelach smartfonów i scrolluje memy. Ona, czyta książkę i ogląda jutuba. Godzina 21, ona czyta książkę i ogląda jutuba. On (Niejanusz) siedzi przed komputerem, czyta o najnowszych modelach smartfonów i scrolluje memy. Oboje muszą wstać o 6, więc poświęcą jeszcze 10 minut na rozmowę i pół godziny (Niegrażyna) i 10 min (Niejanusz) na wieczorną toaletę, zawiną się w osobne kokony i pójdą spać. I tak wygląda większość nieweekendowych wieczorów. Weekendowych zresztą też.

Potencjalny scenariusz II (“Znowu się kłócą”)

“On już niemłody
Lecz do roboty ma niechęć totalną i wstręt
Znowu się
Znowu się kłócą
Mówią do siebie słowami ordynarnymi
Ona
Szalona
Marzy o Grecji Wenecji basenie high life
Ona go krytykuje że nie całuje
Wcale nie sprząta”

Potencjalny scenariusz III

Są co prawda razem, ale nic nie robią – leżą obok siebie w łóżku, wymyślają kolejne pomysły, ale wszystkie okazują się złe, bo albo nie ma kasy, alby nie ma siły, a w ogóle to pada i smog i zimno, więc po co wychodzić z domu, tutaj tak ciepło i bezpiecznie. Zwykle kończy się na oglądaniu seriali (żeby nie było, nie mamy nic do seriali!), wczesnym pójściu spać, bo nie ma co robić, ewentualnie wpatrywaniu się tępym wzrokiem w ekran, bo zawsze coś tam leci. I wszystko ładnie pięknie, tylko że tak wygląda KAŻDY wieczór. No prawie każdy, bo czasem wyrwą się na imprezkę albo akurat jest jakaś domówka w sylwestra. Ale generalnie, to łóżko jest ich statkiem matką, a na zewnątrz potwory gryzą, więc lepiej nie wychylać stopy spoza kołdry nawet jak na zewnątrz jest 30 stopni. Wieje nudą? Wieje gorzej niż w mięsnym na pętli, gdzie nikt nie mieszka i od 5 dni nie było dostawy towaru.

Potencjalny scenariusz IV

Powyższy dotyczył sytuacji, kiedy czasu jest aż nadto. Inaczej sprawa wygląda, gdy i on i ona mają miliard obowiązków, praca zdecydowanie rozlewa się spoza godzin 8-16, w domu bałagan, którego nigdy nie udaje się dosprzątać, a lista rzeczy do zrobienia jest zwojem wielkości walca drogowego rosnącego jak śniegowa kula. Wtedy nie ma mowy ani o leniwym wieczorze, ani o oglądaniu jutuba. Wieczór sponsoruje tylko marzenie o jak najszybszym zrobieniu tego, co trzeba i pójściu spać. A przed wskoczeniem w piżamę trzeba oczywiście dopisać do wielkiej listy kolejne pięć punktów, bo akurat zepsuł się kran, lodówka jest pusta, a dowód rejestracyjny przypomina, że za trzy dni kolejny przegląd samochodu.

Co robić, jak żyć?

Te scenariusze można mnożyć jak króliki. Zapewne domyślacie się, że te powyżej to tylko oklepane przykłady, a każdy z Was może podać historię kilku związków-koszmarków z własnej przeszłości (lub, co gorsza, teraźniejszości).

Oczywiście, że nie chcemy się tutaj mądrzyć i piszemy z pozycji młodego męża i wiecznie młodej żony. Chcemy Wam po prostu zaproponować kilka pomysłów na rozwiązanie takich sytuacji, jakie opisaliśmy wyżej. Kilka pomysłów, które zadziałały u nas i mamy nadzieję, pomogą i Wam.

Scenariusz I – brak zainteresowania

Potencjalny scenariusz I – nazwijmy go w skrócie “mam Cię w dupie”, ewentualnie “nie chce mi się z Tobą już spędzać czasu” lub “zaklepane po ślubie”. No bo po co kogoś zdobywać, kiedy już raz się go zdobyło? Ile razy można? Przecież nie ma sensu się powtarzać. Błąd, gigant błąd wielkości gigant dołu wypełnionego stadem gigant Godzilli. Brak zainteresowania i spędzania czasu razem to jedna z najszybszych przejażdżek ku rozstaniu lub samotnym życiu obok siebie przez 40 lat. Brzmi jak koszmar i często takie właśnie jest. Okazujcie sobie zainteresowanie, starajcie się. Nie musicie od razu prowadzić wspólnej firmy lub wspinać się na ośmiotysięczniki. Lubicie razem gotować? Kręci Was wspólny temat? Fajnie czasem razem poćwiczyć? Pobawić się z psem? Cokolwiek jest lepsze niż nic. Wierzcie lub nie, ale związek trzeba podlewać jak roślinkę, z a suchego ździebełka nic nie wyrośnie. Uschnie i skruszeje. Im dłużej jesteście razem, tym bardziej, a nie mniej powinniście się starać. Te wszystkie teksty o “jednej drużynie” są najprawdziwszą prawdą. Weź kartkę, zrób listę kilku rzeczy, które Was łączą i po prostu róbcie jest razem, choćby przez 5 minut dziennie.

Scenariusz II – kłótnie

Tu mamy bardziej skomplikowaną sytuację, bo powodów ciągłych kłótni może być wiele i mogą one mieć różną rangę. Bywa jednak, że brak dobrze spędzonego wspólnie czasu jest tych kłótni i powodem i skutkiem. W takim przypadku trzeba się z tego wyrwać trochę na siłę i nawet, kiedy będąc ze sobą zastanawiamy się tylko “czego ona się zaraz czepi” i irytuje nas co drugi krok jego lub jej, trzeba się ruszyć. Idźcie na obiad czy kolację, wyjedźcie na weekend, choćby 30 km od Waszego domu, zmieńcie sytuację i okoliczności, oderwijcie się od codziennych problemów i tego, co Was przytłacza. Pozwólcie sobie nawet pokłócić się i pogodzić. W sytuacji, kiedy nie uciekacie potem w sen albo obowiązki, kiedy atmosfera się uspokoi, można zacząć znowu się do siebie zbliżać.

Oczywiście kiedy kłótnie są tylko wierzchołkiem góry zbudowanej z lodu poważnych nieporozumień, trzeba skupić się na rozwiązaniu tych problemów, ale tym nie będziemy się dziś zajmować w tym wpisie.

Scenariusz III – nuda i śmierdzące lenie

Sytuacja z lekka podobna do pierwszego scenariusza pod względem rozwiązania. Tak to często jest, że przyczyny mogą być różne, a na wszystko to samo lekarstwo i działa. Pomyślcie sobie, że związek to najcięższa praca, jaką macie w życiu do wykonania, jeśli na serio chcecie być w nim szczęśliwi. Trudniejsza niż napisanie magisterki, praca na nocki czy przebiegnięcie maratonu. Trzeba zainwestować, żeby pić szampana z truskawkami. Bliskie relacje przechodzą przez różne etapy – normalne jest, że na początku związek sam toczy się siłą rozpędu i hormonów, by po jakimś czasie trochę osiąść na mieliźnie. Wtedy zaczyna się budowanie relacji oparte na Waszym wysiłku. Tak, bo o wysiłek głównie tutaj chodzi – żeby się Wam chciało, chociaż Wam się nie chce, by próbować nowych rzeczy, wychodzić z domu lub nie wychodzić, ale przełamywać rutynę. To jest niezbędna woda na młyn dobrej relacji. Inaczej bardzo szybko popadamy w nudę i zniechęcenie, również sobą nawzajem. Nie da się być razem nie rozwijając się wspólnie. Inaczej każdy gest i słowo stają się przewidywalne i albo tkwimy w tym znanym cieście, albo naturalnie zaczynamy rozglądać się za jakąś nowością. Niestety najczęściej za kimś spoza związku.

Scenariusz IV – pracoholizm i brak czasu

Choćbyście nie wiem, jak starali się skrócić listę obowiązków i zadań do wykonania, nigdy nie uda się mieć czystego konta. Zawsze coś się znajdzie. Jak gdzieś kiedyś usłyszałem – “nigdy nie ma czasu, żeby zrobić wszystko, ale jest czas, żeby zrobić rzeczy najważniejsze”. Czy jeśli nagle w środku zimy zepsuje się Wam ogrzewanie, znajdziecie czas na jego naprawę dopiero po wykonaniu wszystkich Waszych obowiązków, zrobieniu piątego śniadania i wyprasowaniu skarpetek? Wątpię. Zajmiecie się tym, żeby w domu było ciepło, bo musicie, a z ogarnięciem i poukładaniem reszty rzeczy jakoś sobie poradzicie. Bo to kwestia priorytetów. Jak ze słoikiem, który jeśli wypełnimy kamieniami, możemy jeszcze dosypać piasku. Jeśli wybierzecie odwrotną kolejność, takiej możliwości nie będzie.

Jakie jest rozwiązanie? Zaplanujcie wspólny czas. Nawet z tygodniowym wyprzedzeniem. Ale zapiszcie sobie to w kalendarzu czy w notatniku tak, żeby było to dla Was święte jak najważniejsze spotkanie w pracy albo wizyta u lekarza umówiona dwa lata temu. Przemyślicie też wcześniej, co będziecie robić i jak wykorzystacie ten zaplanowany czas. Inaczej zbieranie pomysłów i wybieranie tego najlepszego może pochłonąć połowę wieczoru.

Jeśli mielibyście zapamiętać jedno zdanie z tego wpisu, zapamiętajcie: dbajcie o Waszą relację niczym Leon Zawodowiec o swoją roślinkę.

Życzcie nam, żebyśmy nie popadali w januszograżynozę, bo łatwo się pisze, a trudniej się robi 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Scroll to top